Zapisy na 2018 rok ruszyły, na 2017 już tylko wyjazdy na zamówienie Drodzy i Szanowni, nie mamy już miejsc w naszych grupach na 2017 rok, ale chętnie zorganizujemy dla Was wyjazdy na zamówienie, indywidualne albo grupowe - od jednej osoby do stu, a nawet więcej. Więcej ciekawych propozycji na 2018 w listopadzie, zapraszamy!

Gruzja i Armenia, wino i śpiew

Termin: 2 - 13 września 2018
Czas trwania: 12
Zakwaterowanie: hotele 3 - 4*

Wino Kvanchkara i wino z granatu. Pierwsze zabytki chrześcijańskie i wyjątkowe krajobrazy. Wspaniała kuchnia i soczyste owoce. To wszystko a nawet więcej można spróbować i zobaczyć w Gruzji i Armenii. Zapraszamy na unikalną wyprawę, podczas której poznamy tradycję, historię i kulturę tych gościnnych narodów. Nasza wyprawa jest esencją tych dwóch krajów. Będziemy uczestniczyć w suprze gruzińskiej, odpoczniemy w łaźniach tbiliskich i postaramy się zobaczyć coś innego niż wszyscy, którzy przyjeżdżają do Gruzji i Armenii.

Rezerwuję…

Opis

Gruzja

Dzień 1. Lecimy na Kaukaz

Spotkanie na lotnisku i wylot do Tbilisi.

Dzień 2. Gamardżoba Sakartwelo! Witaj Gruzjo!

Do Tbilisi przylecimy nad ranem. Po krótkim odpoczynku i śniadaniu w hotelu trochę niewyspani ruszymy na niespieszne zwiedzanie stolicy Gruzji. Tbilisi to miasto, które w ciągu kilku lat zmieniło swoje oblicze, stając się miastem z ciekawą i nowoczesną architekturą. Ale ileż tu jest przykładów dawnej architektury! Zaczniemy od Starego Miasta, gdzie zwiedzimy, m.in.: świątynię Metechi i Sioni. Stare Miasto jest nieduże, ale urokliwe. Pomiędzy zabytkami poutykane są nowoczesne budynki. Czy architektura na tym zyskała? Zobaczymy z ruin zamku Narikala. Spod górnej stacji kolejki linowej rozciąga się wspaniały widok na miasto. Po południu zwiedzimy wytwórnię koniaku Sarajishvili . Możemy też odprężyć się po podróży w Abanotubani - siarkowych łaźniach, z których znane jest Tbilisi.

Dzień 3. Sakartwelos gaumardżos! Za Gruzję!

Wyjedziemy do Kachetii, regionu, który znany jest z uprawy winorośli. „Kto nie zna Kachetii, nie zna Gruzji” - pisał kiedyś gruziński poeta Akaki Cereteli. Wyjątkowa jest głównie ze względu na to, że jest określana „Zagłębiem wina w Gruzji”. To tutaj produkuje się najznakomitsze gruzińskie wina. Uważa się, iż od gruzińskiego słowa ghvino pochodzi łacińskie słowo vino. Ale nie samym winem żyje człowiek. Po drodze do winnic zwiedzimy kilka starych cerkwi, jak na przykład Akhali Shuamta, Dzveli Shuamta. Zwiedzimy monastyr św. Jerzego w Bodbe, położony wśród wysokich cyprysów na stromym zboczu w dolinie rzeki Alazani. gdzie pochowana została św. Nino - osoba, które przyniosła ze sobą chrześcijaństwo na te ziemie. Niedaleko monastyru jest urokliwie położone średniowieczne miasteczko Sighnaghi, nazywane „Miastem miłości”. Tutaj można zobaczyć obrazy Niko Pirosmaniego - gruzińskiego malarza-prymitywisty. W Kachetii poznamy, czym jest Gruzja: udamy się na tradycyjną suprę gruzińską ze słynnymi gruzińskimi toastami i śpiewem. Noc spędzimy w jednym z miejscowych gospodarstw albo w Singagi.

Dzień 4. W góry Kaukazu

Dziś zmieniamy zupełnie otoczenie. Może z lekkim bólem głowy po wczorajszej biesiadzie pojedziemy na Gruzińską Drogę Wojenną. Mimo nazwy jest tu bajkowo pięknie. Po drodze zatrzymamy się przy klasztorze Ananuri oraz kilku punktach widokowych. Wjeżdżamy w wysokie góry, dlatego nie zapomnijmy o kurtkach. Udajemy się do centrum Kaukazu. Do legendarnej góry Kazbeg został przykuty Prometeusz za to, że wykradł bogom ogień i podarował go ludziom. Może nie będziemy zdobywać drugiego co do wielkości szczytu Gruzji, ale przy dobrej pogodzie będziemy mieli możliwość podziwiać jego uroki. Najpiękniejszy widok czeka nas na końcu drogi, gdy dotrzemy do Stepancmindy. Trzeba tylko wyjechać powyżej postsowieckich zabudowań. Wjazd samochodami terenowymi lub dla chętnych wycieczka piesza. Przepięknie położony na wysokości 2170 m. n.p.m. XIV-wieczny kościół Świętej Trójcy to jeden z najbardziej znanych zabytków Gruzji. Nasza droga poprowadzi na północ do Gudauri - jednego z dwóch kurortów narciarskich w Gruzji, gdzie zatrzymamy się na nocleg.

Dzień 5. Stalin i woda Bordżomi

Jak to możliwe, że z tak gościnnego narodu, jakim są Gruzini wywodzi się jeden z największych katów w historii świata - Józef Dżugaszwili? Może odpowiedzią na to pytanie będzie wizyta w Muzeum Stalina w Gori - miasta-symbolu wojny z Rosją z 2008 roku, miasta urodzin najbardziej znanego, choć niekoniecznie lubianego Gruzina. W muzeum można obejrzeć między innymi jedną z jego 12 pośmiertnych masek, chatę w której się urodził, opancerzony wagon, którym podróżował po Kraju Rad. Potem zwiedzimy Upliscyche, największe skalne miasto na terenie Gruzji. Starożytne miasto leżało na słynnym jedwabnym szlaku. Następnie przejedziemy do Bordżomi – znanego za czasów sowieckich uzdrowiska, słynnego z Parku Narodowego i ze swoich wód mineralnych, które będziemy mieli okazję spróbować.

Dzień 6. Miasto wykute w skale

Zwiedzimy drugie w Gruzji wykute w skale miasto - Wardzię, liczącego ok. 250 jaskiń na 13 poziomach oraz setki wykutych korytarzy, w którym mieszkało nawet do 60 tys. osób. Ryszard Kapuściński pisał o nim: „Jest to jeden z tych niepojętych dziwów, których współczesny człowiek nie może sobie wytłumaczyć.” Na nocleg wracamy do Tbilisi.

Dzień 7. Śladami chrześcijaństwa

Przyjedziemy do położonej ok. 25 km od Tbilisi dawnej stolicy Gruzji: Mtskhety, gdzie zwiedzimy piękne przykłady architektury sakralnej wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Ta miejscowość o trudnej do wymówienia nazwie (a i transkrypcji z alfabetu gruzińskiego jest kilka) była kiedyś stolicą kraju. Tutaj na początku IV wieku Gruzini przyjęli chrześcijaństwo. Katedra Svetitskhoveli to piękny przykład architektury sakralnej z XI wieku , jest wciąż najważniejszą świątynią kraju. W pobliżu malowniczo położony jest jeden z najstarszych kościołów - Jwari. z VI wieku, spod którego roztacza się panorama na miasto. Do Tbilisi wrócimy na wieczór gruziński i nocleg.

Dzień 8. Nad ogromnym, błękitnym jeziorem

Armenia

Ruszamy do Armenii. Granica znajduje się tuż za stolicą Gruzji. Po drodze przez Kanion Debed miniemy kilkanaście wsi, opustoszałych w czasie ostatniej wojny na Kaukazie. Dotrzemy do XIII wiecznego klasztoru Haghartsin a potem nad Sevan, jedno z największych jezior w tej części Euroazji. Zajmuje aż 5 % powierzchni kraju: jest osiem razy większe niż nasze Śniardwy. Okolice jeziora Sevan to dobra okazja by spróbować ryb, bo zobaczymy, że woda w nim jest błękitna i krystaliczna. Na wieczór dojedziemy do Erywania. Mieszka tam aż połowa ludności kraju, czyli aż półtora miliona ludzi z trzech. W stolicy Armenii będziemy mieli naszą bazę, z której będziemy wyruszać na zwiedzanie.

Dzień 9. Grot włóczni, manuskrypty i koniak Ararat

Erywań jest ładnie położony, w rozległej dolinie i na otaczających wzgórzach. Zwiedzanie wypada zacząć od armeńskiego Watykanu. W Echmiadzynie znajduje się siedziba najwyższego patriarchy Armenii – Katolikosa Wszystkich Ormian. Tutejsza katedra pochodzi z IV wieku, a jedną z najcenniejszych relikwii w skarbcu jest grot włóczni, którą przebito bok Jezusa. W drodze powrotnej obejrzymy pozostałości świątyni Zwartnoc, a po południu krótkie zwiedzanie Erywania. Ormianie to naród, który bardziej niż złoto cenił książki. Na potwierdzenie tego zwiedzimy Matenadaran - muzeum manuskryptów. Oprócz 13 tysięcy rękopisów w języku ormiańskim będziemy podziwiać tam cenne rękopisy m.in. łacińskie, arabskie, hebrajskie, greckie, perskie. Zobaczymy też kaskady, plac Republiki, Tsitsernakabard - miejsce pamięci Rzezi Ormian z 1915 roku. Wieczorem sprawdzimy czy koniaki armeńskie naprawdę są lepsze od gruzińskich.

Armenia

Dzień 10. Pogańskie świątynie i chrześcijańskie klasztory

Dziś ruszymy na zachód od Erywania. Droga poprowadzi przez brunatno-czerwone zbocze góry, gdzie w skale wykuty jest monastyr Geghard. Potem przejedziemy do Garni, pozostałości po pogańskiej świątyni Słońca. Jeśli starożytni bogowie nadal będą łaskawi i pogoda nie zawiedzie, ruszymy pieszo do kanionów wokół Garni. Później tradycyjnie wrócimy do stolicy na wieczorny spacer promenadą. Możemy też wybrać się na przepiękny pokaz tańczących fontann, który moim zdaniem był lepszy niż w Barcelonie czy w Dubaju.

Dzień 11. Ararat jak na dłoni

Ararat Armenia

Przy dobrej pogodzie widok Araratu będzie nam towarzyszył przez wszystkie dni naszego pobytu w Armenii. Ale nigdy nie będziemy tak blisko jak dziś. Wygląda jakby zawieszony w powietrzu, ogromny, ale trochę nierzeczywisty. Góruje nad wszystkim, nic dziwnego, jeśli ma się 5165 metrów wysokości? Na niej właśnie ponoć wylądowała po potopie Arka Noego. Z rana ruszymy do Chor Virap. To klasztor Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego - miejsce uwięzienia Grzegorza Oświeciciela. Klasztor był siedzibą seminarium oraz patriarchy ormiańskiego - Katolikosa - Jest to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc pielgrzymkowych w Armenii. Wznoszący się niemal na wyciągnięcie ręki Ararat jest niedostępny. Tuż za murami klasztoru biegnie granica z Turcją. Przekroczenie jej nie jest możliwe. O ironio, święta góra Ormian, opiewana przez poetów, nie dość, że jest za granicą, to jeszcze we wrogim kraju, którego granice są zamknięte. Narody dzieli rzeź Ormian, sprawiona przez Turków Osmańskich w latach 1915-1917. Po południu w Erywaniu mamy czas wolny na ostatnie zakupy. Wieczorem mamy ostatni wieczór ormiański, a potem ze śpiewem na ustach jedziemy na lotnisko, żeby zdążyć na nocny samolot do Warszawy.

Dzień 12. Powrót na ojczyzny łono

W godzinach rannych przylot do Warszawy.

Armenia

Program wyjazdu jest ramowy, kolejność zwiedzania może ulec zmianie, ale zawsze z uwagą na dobro uczestników wyprawy.

Cena 1190 EURO za osobę.

Cena obejmuje

Cena 1140 EURO za osobę.

Kalkulacja dla grupy min. 10 osób.

Cena zawiera:

  • zakwaterowanie w hotelach 3 - 4*, pokoje dwuosobowe (dopłata do pokoju jednoosobowego 190 euro),
  • wyżywienie: 2 posiłki dziennie (śniadania i obiady lub kolacje, napoje płatne dodatkowo),
  • przejazdy minibusem lub autobusem,
  • opiekę polskiego pilota,
  • ubezpieczenie (NNW, KL)

Cena nie zawiera:

  • przelotów (od ok. 1200 zł/os., za bilety lotnicze płacimy w momencie zakupu),
  • opłat za lokalnych przewodników, biletów wstępu do zwiedzanych obiektów, opłat klimatycznych i administracyjnych (zbieramy po 300 euro),
  • zwyczajowych napiwków dla kierowców, przewodników lokalnych oraz bagażowych (zbieramy po 50 euro).

Dokumentem podróży jest ważny co najmniej 6 miesięcy paszport (w przypadku wjazdu do Gruzji może być dowód osobisty, ale do Armenii wymagany jest paszport).

Można wykupić ubezpieczenie od kosztów rezygnacji (zgodnie z warunkami, w przypadku poważnej choroby, hospitalizacji itp.), kosztuje 3% ceny wycieczki.

Chętnych proszę o zaliczkę w chwili zapisu 500 euro lub 2000 zł/os.

Nr konta: 29 1140 2004 0000 3102 3205 9779

Dopłata (w dolarach lub w złotówkach po kursie sprzedaży Mbanku) na 45 dni przed wylotem.

Zapraszam! Beata Radecka

Rezerwuję…

Jeżeli chcesz wziąć udział w tej wyprawie, skontaktuj się z nami używając przycisku powyżej. Opublikowany tu program nie stanowi oferty w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego i nie jest załącznikiem do umowy zgłoszenia.

Poprzedni | Losowy | Następny


Aktualności
Uff, ale mieliśmy wrzesień! Bardzo pracowity, ale i pełen satysfakcji: aż siedem grup pojechało z nami w różne miejsca świata, plus niemało turystów indywidualnych. Gruzja, Iran, Hiszpania i Włochy w kilku wariantach, Czechy, Austria... Serdecznie dziękujemy wszystkim za zaufanie, oraz za wspaniałe towarzystwo. Teraz październik też bardzo pracowity, ale bardziej egzotyczny: zaraz Monika Witkowska leci z ekipą pod Annapurnę, Beata Radecka do Korei i na Tajwan, i już szykujemy kolejne trasy. Trzymajcie kciuki! »
Blog 04-10-2017 Redakcja
- Czy macie teraz turystów na Kubie? - spytała mnie kolejna osoba z troską, wiedząc o szalejącym na Karaibach huraganie. Irma uderzyła w Kubę z prędkością 256 km/godz, łamiąc ogromne drzewa, i zmiatając całe budynki. - Nie, bo wrzesień to w tamtym regionie pora huraganów, dobrze o tym wiemy i nie wysyłamy klientów na spotkanie z nimi oko w oko! Nawet kiedy są baaaardzo tanie bilety lotnicze na ten okres... Szalejąca obecnie na Karaibach Irma to huragan najwyższej, piątej kategorii. Na szczęście nikt nie zginął, ale cały czas nie ma prądu i wody nawet w odległych od wybrzeży miejscowościach. Wiem o tym od kubańskich znajomych, z którymi udało mi się skontaktować. »
Blog 11-09-2017 Beata Radecka
Teo, nasza pełna energii przewodniczka, wygląda jak gruzińska księżniczka. Razem z nią i z naszą sympatyczną i bardzo zgraną grupą dotarliśmy do dwóch unikatowych skalnych miast, do stóp Kaukazu, Kachetii winem płynącej oraz do źródeł mineralnej wody Borżomi. »
Blog 09-09-2017 Beata Radecka
A właściwie niewielki jej fragment, jak przyjrzymy się mapie. Cały kraj ma powierzchnię podobną do Europy! Tyle że między wyspami jest morze... Największym odkryciem tego lata była Sumba. To duża wyspa, gdzie za narzeczoną trzeba dać co najmniej dziesięć byków i tyleż koni, na pogrzebach zapisują rozmiary byczych rogów, na nagrobkach przed domami suszą się naczynia, a turystów spotkaliśmy dwójkę... »
Blog 02-08-2017 Beata Radecka
Co prawda przemierzyliśmy tylko 8 wysp z 18 tysięcy, więc ciągle jeszcze sporo nam brakuje, ale Indonezja i tak zachwyca nas różnorodnością. Mozaika religii, kultur, krajobrazów. I ogromna uprzejmość i życzliwość ludzi. Uwielbiają sobie robić z nami zdjęcia, mogłam poczuć się jak biały miś z zakopiańskich Krupówek. »
Blog 26-07-2017 Beata Radecka
Ruszamy na poszukiwanie słynnych waranów - smoków z Komodo. Największe i najgroźniejsze jaszczury na świecie: potrafią skonsumować i wołu, i jelenia. Ale my się smoków nie boimy... »
Blog 22-07-2017 Beata Radecka