Przeżyj przygodę życia! Prawdziwa Uganda - śladami górskich goryli: 31 maja - 14 czerwca, ostatnie 2 miejsca! Najlepsze taneczne wyjazdy: bachata na Dominikanie 21 listopada - 3 grudnia, salsa na Kubie 27 listopada - 10 grudnia. »

Kolumbijska Bogota, Ekwador i Wyspy Galapagos

Termin: 11 - 26 listopada 2020
Czas trwania: 16
Zakwaterowanie: pensjonaty i hotele 3-4*

W Ekwadorze usiądziemy dokładnie na równiku, jednocześnie na obu półkulach. Równik jest niedaleko od kolonialnego Quito, stolicy na wysokim poziomie – 2850 metrów npm! To kraj licznych, majestatyczny wulkanów, wznoszących się na ponad 6000 metrów nad morzem. Ale największe wrażenie robią magiczne wyspy Galapagos, z gigantycznymi żółwiami, lwami morskimi, legwanami wyglądającymi jak małe smoki, różnorodnymi ptakami, od wielkich albatrosów po maleńkie zięby Darwina. Zwierzaki wcale się nie boją, tylko przyglądają się nam ciekawie!

Rezerwuję…

Program

Dzień 1.

Przylot do Bogoty. Transfer do hotelu i kolacja w dzielnicy Candelaria.

Dzień 2.

Spacer po kolonialnym centrum. Serce miasta stanowi Plaza Bolivar ze stojącym jej w centrum pomnikiem Wyzwoliciela Ameryki. Dookoła wznoszą się budynek Kapitolu, Katedra i Pałac Sprawiedliwości. Zobaczymy Pałac prezydencki i przespacerujemy się kolorowymi uliczkami najstarszej dzielnicy miasta - la Candelaria. Zwiedzanie słynnego z największej na świecie kolekcji prekolumbijskich wyrobów ze złota Museo de Oro. Wjazd kolejką na wzgórze Monserrate, skąd rozciąga się wspaniały widok na liczącą 9 mln mieszkańców metropolię. Obiad na górze. Transfer na lotnisko i przelot do Ouito – stolicy Ekwadoru, która leży na równiku, a jednocześnie na wysokości 2850 m. n.p.m., więc bywa rześko. Transfer do hotelu i nocleg.

Dzień 3.

Zwiedzanie Quito. W okresie panowania władcy Inków Huayna Capaca miasto wyrosło na drugi co do wielkości ośrodek państwa. Ale zostało zburzone, gdy pojawili się hiszpańscy konkwistadorzy! Hiszpanie założyli obecne Quito w 1534 roku. Stare Miasto to kolekcja pięknych kolonialnych budowli, z katedrą oraz największą i najstarszą świątynią - kościołem San Francisco z drugiej połowy XVI wieku. Warto zobaczyć też barokowy kościół La Compañía z 1605 roku, to perła w koronie lokalnej architektury kolonialnej. Mamy też obowiązkowy punkt programu, czyli oglądanie panoramy miasta ze wzgórza Panecillo. Po południu wycieczka na równik (15 km na północ od Quito, w półpustynnej dolinie San Antonio de Pichincha), zwiedzanie muzeum, możliwość zrobienia zdjęć stojąc na dwóch półkolach jednocześnie.

Dzień 4.

Przejazd na północ, czyli na druga półkulę! Dwugodzinny przejazd, żeby zobaczyć indiański rynek w 30-tysiecznym mieście Otavalo, obowiązkowym punkcie programu turysty zwiedzającego Ekwador. Można kupić fantastyczne pamiątki: poncza, swetry z wełny lamy i alpaki, i obowiązkowo kapelusze panamskie ! Które wbrew nazwie pochodzą z Ekwadoru a nie z Panamy… Dzień z widokami na stożki wulkanów, piękne doliny, oraz jezioro Cuicocha, leżące w ogromnym kraterze wygasłego wulkanu. Skąd nazwa? Cuy to w języku rdzennych mieszkańców świnka morska, bardzo popularna, bo będąca lokalnym przysmakiem. A że wyspa na tym jeziorze ma kształt właśnie świnki morskiej, to sekret nazwy sam się wyjaśnił. Potem przejazd do leżącej na zboczu, pod kraterem wulkanu Imbabura wioski Magdalena. Tamtejsi mieszkańcy tkają tkaniny, ale jest to domeną mężczyzn! Słyną też z haftów. Uprawiają ziemniaki, kaszę quinoa, czyli komosę ryżową, łubin i kukurydzę. Żeby mieć czas na poznawanie miejscowych mieszkańców i lokalnej kultury, jedną noc spać będziemy w ich domach. Czyste pokoje z łazienkami wybudowało i wyposażyło lokalne biuro podróży.

Dzień 5.

Dla chętnych możliwość wędrówek wśród gór piechotą, wierzchem lub rowerem. W miarę możliwości ( czyli jeśli kursuje) dwugodzinna przejażdżka lokalnym pociągiem przez tunele, mosty i kaniony. W sumie 26 kilometrów. Przystanek w Salinas, znanych ze swej afro – ekwadorskiej społeczności. Na nocleg powrót do Quito.

Dzień 6.

Wyjazd z Quito na południe, z widokami na Cotopaxi, aktywny wulkan o wysokości 5897 m npm. Park Narodowy Cotopaxi – spacer wokół jeziora Limpiopungo, z pięknymi widokami na stożek wulkanu. Nocleg w hacjendzie.

Szczyt majestatycznego wulkanu Cotopaxi wyłania się z chmur
Beata Radecka

Dzień 7.

Poranny przejazd w majestatycznej Alei Wulkanów. Potem będzie można podziwiać wodospady i orchidee w urokliwych okolicach uzdrowiskowego miasteczka Banos, to słynna Droga Wodospadów w dolinie rzeki Pastaza. Chętni mogą wejść na wiszący mostek, żeby podziwiać Diableski Kocioł, czyli Pailón del Diablo Przejazd obok wulkanu Chimborazo, najwyższego szczytu w Ekwadorze. Nocleg w urokliwej hacjendzie niedaleko Riobamba.

Dzień 8.

Devil's Nose train to ponoć „najtrudniejszy pociąg świata”. Na pewno arcydzieło inżynierii sprzed ponad stu lat. Ostre zygzaki, którymi drewniane, skrzypiące wagoniki zjeżdżają, a potem wspinają się. Następnie przejazd do Ingapirca to największe i najlepiej zachowane ruiny inkaskie w Ekwadorze, które znajdują się one na wysokości 3160 m. npm. Wzniesione są tą samą techniką, którą Inkowie stosowali w Peru - gładzony kamień bez zaprawy. Przejazd do miasta Cuenca, wpisanego na listę UNESCO – pełne kolonialnych zabytków, wśród zielonych wzgórz. Niektórzy uważają, że to najlepsze miejsce do życia na świecie.

Dzień 9.

Niespiesznie, rozkoszując się leniwą atmosferą, zwiedzamy piękne miasto. Znów dościgną nas kapelusze panama – możemy zobaczyć, jak są robione. Czas na Dla odmiany po miejskim szyku setki jezior i widoki w El Cajas National Park. Zjeżdżamy z wysokiego poziomu – 4000 m npm – do położonego nad oceanem Guayaquil, z andyjskich wyżyn przez tropikalny las nad ocean. Nocleg w portowym Guayaquil.

Ekwadorska dziewczynka w charakterystycznym kapelusiku
Beata Radecka

Dzień 10.

Wielka Przygoda – poranny lot na Wyspy Zaczarowane. 10 minutowy transfer z lotniska na wyspie Baltra do portu i zakwaterowanie na jachcie Galapagos Legend. W programie dwa zejścia na ląd dziennie (każde w innym miejscu), w niedużych grupach, każda z grup ma swojego wyspecjalizowanego przewodnika, mówiącego po angielsku. Uwaga – ze względu na ochronę unikalnego środowiska każdego roku trasy rejsów są zmieniane przez władze Parku Narodowego. Nie są jeszcze na rok 2017, podaję przykładową trasę na 2016 rok.

Zaokrętowanie na wyspie Baltra, na której jest lotnisko. Krótki rejs na wyspę Santa Cruz – drugą co do wielkości wyspę archipelagu, najbardziej zaludnioną (ok. 12 tysięcy mieszkańców). Ok. 45 minutowy przejazd autokarami w głąb górzystej wyspy, do rezerwatu gigantycznych żółwi. Żyją do 200 lat, ważą do 300 kg. Potem spacer korytarzami z lawy, oraz podziwianie porośniętych roślinnością kraterów wulkanicznych.

Tak płyniemy z wyspy Baltra, gdzie jest lotnisko, na statek, który zabierze nas w rejs po Galapagos
Beata Radecka

Dzień 11.

Santiago –Egas Port – wyspa wulkanicznych, bazaltowych skał i czarnych plaż, po których w 1835 roku spacerował Karol Darwin. Brzegi wyspy Santiago goszczą liczne ptaki, także migrujące, wśród nich dziwacznego ślepowrona żółtoczelnego, z rodziny czaplowatych, a także kraby, homary, rozgwiazdy, i słynne morskie legwany, które żywią się wodorostami, które skupią pod wodą. Ciekawe jest obserwowanie fok, które figlują w skalnych basenach, uformowanych przez lawę. Bartolome - maleńka, skalista wyspa wulkaniczna ma księżycowy krajobraz, gdyż powstała stosunkowo niedawno. Jej nazwa upamiętnia brytyjskiego żeglarza, Sir Bartholomew Jamesa Sulivana, który brał udział w ekspedycji na statku Beagle razem z Darwinem. Najbardziej charakterystycznym miejscem jest skała Pinnacle, utworzona przez zastygłą lawę, schłodzoną przez wodę morską zaraz po erupcji. To jedno z najlepszych miejsc do nurkowania na całym archipelagu – woda jest przejrzysta, nie ma w niej zbyt wiele roślinności, a obok szybują w wodzie pingwiny galapagoskie, rekiny rafowe, oraz żółwie morskie. Choć to równik, woda nigdy nie jest ciepła, ale na statku można wypożyczyć piankę, żeby komfortowo pływać.

Dzień 12.

Santa Cruz – Dragon Hill – pustynno – sawannowy krajobraz, który warto przemierzyć w poszukiwaniu dużych legwanów lądowych, które wyglądają jak miniaturowe smoki. W jednym z jeziorek czasami można dostrzec też flamingi. Można dojrzeć też zięby Darwina i przedrzeźniacze. North Seymour – jedna z ciekawszych wysp pod względem ilości zwierząt. O małe lwy morskie można się potknąć, błękitnonogie głuptaki wdzięcznie pozują do zdjęć, zza krzaków obserwują nas bacznie legwany, a nad głowami widać cień fregaty wielkiej, wielkiego ptaka (rozpiętość skrzydeł ponad 2 metry!) który lata z baloniastym czerwonym workiem na szyi, żeby uwodzić partnerkę.

Błękitnonogi głuptak przygląda się ciekawie, pozuje do zdjęć i wcale się nie boi! Ekwador, Galapagos
Beata Radecka

Dzień 13.

Santa Cruz – Bachas Beach – plaża, na której jaja znoszą ogromne żółwie morskie. Samica składa 3 – 4 razy po około 70 jaj, ale potem przez kolejne 3 – 5 lat nie rozmnaża się. Niedaleko plaży można spotkać flamingi w małych jeziorkach, przedrzeźniacze, mewy. Ciekawa jest też endemiczna roślinność, czyli czerwone i czarne mangrowce oraz łobody solniskowe.

Legwany usłużnie pozują nam do zdjęć. Ekwador, Galapagos
Beata Radecka

Dzień 14.

Ostatni dzień w Ekwadorze. Czas wolny w Quito na ostatnie spacery, zakupy, chłonięcie atmosfery miasta, i uporządkowanie wrażeń.

Dzień 15.

Z żalem wielkim, ale czas już wrócić… Ostatni dzień w Ekwadorze i wylot z Quito

Dzień 16.

Przylot do Warszawy.

Program jest ramowy, może ulec zmianie lub modyfikacjom, ale zawsze z troską o dobro turystów.

Program jest objęty prawem autorskim, kopiowanie w całości lub części zabronione!

Cena

Cena 4950 USD

Cena zawiera:

  • przeloty lokalne,
  • noclegi (pokoje dwuosobowe),
  • posiłki wg programu - codziennie śniadanie, 4 obiady (dzień 2, 5, 6 i 8), 2 kolacje (dzień 1 i 3), w czasie rejsu 3 posiłki dziennie
  • wszystkie wymienione przejazdy,
  • transfery,
  • pakiet ubezpieczeniowy,
  • opiekę lokalnych przewodników

Cena nie zawiera:

  • przelotów międzynarodowych (od ok. 4900 zł),
  • wstępu do Parku Narodowego Galapagos (ok. 100 USD, płatne na miejscu),
  • napiwków.

Chętnych proszę o zaliczkę w chwili zapisu w wysokości 1000 USD/os.

Ekwador - na równiku
Beata Radecka

Rezerwuję…

Jeżeli chcesz wziąć udział w tej wyprawie, skontaktuj się z nami używając przycisku powyżej. Opublikowany tu program nie stanowi oferty w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego i nie jest załącznikiem do umowy zgłoszenia.

Poprzedni | Losowy | Następny


Aktualności
Osiemdziesięciolatka z kwiatem za uchem tańcząca na ulicy? Puszysta dziewoja z dumą prezentująca swe XXL kształty w jaskrawych, kwiecistych legginsach? Czemu nie! Na Kubie każda kobieta jest kobieca, i stara się to eksponować. A legginsy są bardzo popularne, to niemalże narodowy strój … Duma z bycia kobietą, poczucie własnej wartości i kobiecości, brak kompleksów i proste cieszenie się życiem – moim zdaniem tego możemy uczyć się od Kubanek. »
Blog 08-03-2019 Beata Radecka
Jutro Kubańczycy będą głosować - czy są za, czy przeciw nowemu projektowi konstytucji. Ale odnoszę wrażenie, że to głosowanie za lub przeciw systemowi. Tylko że na Kubie raczej nikt nie ma wątpliwości co do uczciwego liczenia głosów. - I co z tego, że zagłosujemy?- zżyma się tęga Kubanka obsługująca w barze – wynik i tak będzie wiadomy. Właśnie wróciłam z mojego dziesiątego pobytu na Kubie. Plakaty nawołujące do głosowania na tak (yo voto si) są wszędzie. Choćby w państwowych sklepach między wędzonym ryjem świni (jedynym akurat dostępnym towarem w dziale mięsnym) a ryżem i czarną fasola na wagę. A o co chodzi z głosowaniem na konstytucję? – pytam znajomych Kubańczyków. – Nie wiem, nie interesuję się polityką – wszyscy jak jeden mąż odwracają głowy. »
Blog 23-02-2019 Beata Radecka
Najlepsze wyjazdy taneczne we wszechświecie i okolicach - robimy je właśnie my! Wczoraj skończyliśmy wesoły i roztańczony objazd Dominikany. Jeszcze brzmią nam w głowie rytmy bachaty i merengue, a z częścią grupy dziś lecimy na Kubę, gdzie doleci pojutrze reszta ekipy. Będziemy nie tylko oglądać dekadencką Hawanę i kolonialny Trynidad, ale dużo tańczyć ze świetnymi kubańskimi instruktorami - tym razem salsę. Następne kolejne taneczne wyjazdy na Dominikanę i Kubę zaczną się w listopadzie. »
Blog 29-01-2019 Beata Radecka
O tym jak podróżuję po Kubie opowiem na spotkaniu Towarzystwa Eksploracyjnego w warszawskim Domu Kultury Kadr we wtorek, 15 stycznia o godzinie 18. Na Kubę jeżdżę od lat, dwa - trzy razy do roku. Najczęściej pokazując zakątki wyspy małym grupom tancerzy i turystów. Ale czasem też zupełnie sama. Wtedy podróżuję z Kubańczykami - rikszami z motorkiem, ciężarówkami na pace, wyglądającymi jak więźniarki pojazdami zwanymi camiones, chevroletami sprzed 60 lat - bynajmniej nie luksusowymi. Mieszkam w ich domach, gdzie czasem brakuje wody i zamiast papieru toaletowego jest gazeta - i to "Granma", ichniejsza "Trybuna Ludu". »
Blog 11-01-2019 Beata Radecka
Dobrze pamiętam, kiedy zrobiłam to zdjęcie. Świt na pustyni Atakama w północnym Chile. Wstaliśmy po ciemku, zaspani poczłapaliśmy do busika, który wiózł nas przez góry. Wysiedliśmy na wysokości 4300 metrów n.m.p., a wokół jeszcze wyższe góry. Nie dość, że trudno się oddycha, to jeszcze mróz – temperatura spada sporo poniżej zera. Najpierw byłam zawiedziona – szaro, nudno, nic się nie dzieje. I nagle wyszło słońce, i zaczęły dziać się cuda! Prosto z wnętrza ziemi w wielu miejscach zaczęła tryskać gorąca woda – a kłęby pary zaczęły przybierać fantastyczne kształty. Wyciągnęłam aparat, zdjęłam rękawiczki i zaczęłam cykać. Kiedy zrobiłam to zdjęcie, które tu widzicie, od razu pomyślałam: Gwiazda Betlejemska! I wtedy wpadłam na pomysł, że będzie to kartka świąteczna. Żebyśmy dali się jej prowadzić, tak jak zaufali jej Mędrcy ze Wschodu. I odkryli, to, co najcenniejsze. Zaufajmy! W tym roku po raz pierwszy od lat nie wysłałam kartek na Boże Narodzenie. Nastraszyli mnie, że RODO, i powinnam mieć pisemne zgody. Jeśli chcecie kartkę w przyszłym roku – napiszcie proszę. A do Chile wybieramy się w marcu 2020 – pracuję nad autorskim programem, a już mamy chętnych na tę przepiękną wyprawę! »
Blog 24-12-2018 Beata Radecka
W słynnej secesyjnej Cafe Tortoni, kawiarni literackiej, w której bywał i nasz Gombrowicz, chcieliśmy coś zjeść. Kolejka była spora jak zwykle, ale warto poczekać – atmosfera jest świetna, na ścianach stare fotografie, a w gablotkach książki pisarzy, którzy tam gościli. Już kończyliśmy nasze kawy, soki i sałatki, kiedy w stylowym wnętrzu zaroiło się od panów w dobrze skrojonych garniturach, z charakterystycznymi sprężynkami cienkich kabelków za uszami. Dyskretnie, lecz profesjonalnie badali wnętrze, kryjąc się nieco za marmurowymi kolumnami. Okazało się, że na kawę wpadł premier Włoch. Kiedy wychodziliśmy, przechadzał się dostojnie i podziwiał wnętrze. Na dłużej zatrzymał się nad pozostałymi po nas okruszkami, bo parę osób chciało zrobić sobie z nim pamiątkową fotkę. Skorzystałam z okazji, bo stałam obok. A potem poszliśmy na Plac Majowy. Tam sfotografowałam się z bezdomnym, które sprzedawał wydawane przez ich organizację gazetki… »
Blog 02-12-2018 Beata Radecka