Wino-Porto-branie i muszle w Santiago

Termin: 8 - 15 września 2018
Czas trwania: 8
Zakwaterowanie: hotele 3 - 4*, luksusowa, stylowa quinta w czasie winobrania

Zachodnie rubieże Półwyspu Iberyjskiego znowu stają się modne wśród turystów i pielgrzymów. Jedni zwabieni są średniowiecznymi zabytkami. Drudzy wracają na jeden z najstarszych szlaków pielgrzymkowych chrześcijaństwa. Wszyscy zaś w drodze próbują atlantyckich owoców morza oraz win wytwarzanych tu od czasów rzymskich. We wrześniu sami możemy wziąć udział w tradycyjnym sposobie produkcji wina - bosymi stopami.

Rezerwuję…

Opis

Portowe porto
Beata Radecka

Dzień 1. Na kraniec Europy

Portugalia leży na krańcu Europy. Niby o tym wiemy, ale dopiero podróż przekona nas, że trochę czasu spędzimy w samolocie z przesiadką na jednym z europejskich lotnisk. Po wylocie od razu ruszymy na północ do Santiago de Compostela, gdzie spędzimy dwie noce.

Dzień 2. Muszle pielgrzymie

Santiago pełne jest pielgrzymów różnych wyznań. Niektórzy z nich idą klasycznym “szlakiem francuskim” przez miesiąc pokonując trasy 800 kilometrowe. W przeciwieństwie do naszych pielgrzymek, tu idzie się indywidualnie. Małe grupki i pojedyncze osoby przychodzą więc przez cały czas od wczesnych godzin rannych aby pokłonić się przed grobem świętego Jakuba. Zabytkowa katedra to najważniejszy zabytek miasta. Przy odrobinie szczęścia możemy zobaczyć błogosławieństwo olbrzymim trybularzem fruwającym po transepcie (nawie poprzecznej). W czasie spaceru po mieście odwiedzimy targ rybny, gdzie zobaczymy jak przygotowywany jest przysmak regionu - ośmiornica po galicyjsku. Nie mniej słynne są sery, wołowina i przede wszystkim - przegrzebki. To ich muszle są symbolem pielgrzymów zmierzających do Santiago, ale także jedną z najpopularniejszych pamiątek.

Muszle to symbol pielgrzymujących do grobu świętego Jakuba
Beata Radecka

Dzień 3. Owoce morza

Z Santiago ruszymy na południe Galicji. Hiszpańskiej nie polskiej. Starsi być może pamiętają ten region z hiszpańskiego Mundialu. W Vigo (i La Corunie) nasza reprezentacja piłki nożnej odnosiła ostatnie poważne sukcesy. Okolice Vigo słyną z zatok zwanych riasami. Tu prowadzone są hodowle ostryg i małży. W czasie rejsu statkiem przekonamy się jak smakują - a nawet na targach rybnych nie będa tak świeże. Najlepiej komponują się z winem albario. Ma ono posmak lekko brzoskwiniowy i jodowany, co wynika z osadzania się soli morskiej na uprawianych tu gronach. W zależności od pogody relaks na plaży lub w winiarni i powrót do Portugalii. Dziś przenocujemy w Bradze.

Rejs z O'Grove do hodowli małż i ostryg. Okazał się nadzwyczaj smaczny!
Beata Radecka

Dzień 4. Stolica duchowa i barokowa

Braga bywa nazywana duchową stolicą Portugalii. Nawet w lokalnym przysłowiu wspomina się, iż “Braga się modli”. Ale z 35 zabytkowych kościołów najbardziej znany jest ten na obrzeżach miasta. Bom Jesus do Monte widoczny jest z daleka, ze swoją kaskadą białych schodów. Dla chętnych możliwe wejście na piechotę. Zwykle jednak warto skorzystać z kolejki terenowej, niewiele młodszej (130 letniej) od neoklasycystycznej świątyni. Wieczorem dotrzemy do winnic Douro. To stąd pochodzi porto. Swój niepowtarzalny charakter zawdzięcza angielskim marszandom. Aby przetrwało długą drogę w transporcie morskim dolano do beczek nieco brandy. Tak wzmocnione i zakonserwowane idealnie trafiło w gusta siedemnastowiecznych Anglików. Winnice obecnie także są wpisane na listę UNESCO. Najwięcej winnych tarasów znajdziemy między Foz da Regua a Pinhao, gdzie zatrzymamy się na nocleg w jednej z tradycyjnych quint. To po portugalsku nazwa gospodarstwa - w tym przypadku winnego. Od około 20 lat niektóre z nich mogą produkować własne porto. Przedtem tym mianem można było nazywać wino które leżakowało w Vila Nova de Gaia. Ale o szczegółach produkcji dowiemy się na miejscu w czasie kolacji (oczywiście z degustacją).

Barokowy kościół w Bradze góruje nad okolicą
Beata Radecka

Dzień 5. Jak powstaje wino?

Poranek w quincie to zbieranie winogron oraz ich… deptanie. To tradycyjny sposób gniecenia owoców. Teraz niestety coraz częściej mechaniczny, ale nieubłagane są prawa ekonomii. Po aktywnym początku dnia czas na kilka chwil relaksu. Znowu popłyniemy statkiem, ale tym razem dalej - w dół rzeki Douro, szlakiem beczek z porto. Statek przybije przy Vila Nova de Gaia z widokiem na starówkę Porto. W Porto zatrzymamy się na trzy noce.

Wesoło jest deptać winogrona... Szczególnie, gdy pomyślimy, co z tego wyniknie!
Beata Radecka

Dzień 6. Mosty, zaułki i kościoły Porto

Są takie miasta, które intrygują samą nazwą. Porto jest jednym z nich. Nie bez powodu znalazło się na liście Światowego Dziedzictwo Kultury i Nauki UNESCO. Najważniejszymi zabytkami są romańska katedra i kościół świętego Franciszka, ale prawdziwe serce miasta bije w ciasnych zaułkach wijących się wzdłuż i poprzek stromego brzegu rzeki Douro (W Polsce oficjalnie przyjmuje się hiszpańską nazwę Duero). Kilkanaście lat temu wejście na ten teren nawet za dnia nie było najlepszym pomysłem. Ale teraz jest tu bezpiecznie i tłumnie. Z cicerone (prędzej) czy bez (później), dojdziemy do rzeki. Niegdyś transportowano nią wino, teraz równie dochodowe dla mieszkańców są malownicze rejsy po rzece Duero. Dzięki temu obejrzymy sześć mostów łączących oba brzegi oraz Wieżę Eiflle’a. Pomyłka w programie? Nie. Najważniejszy most Porto - Luis I - skonstruował architekt z jego pracowni, a sam Eiffel podobny tylko nieco mniejszy. Po obiedzie w restauracji i degustacji lokalnych przysmaków czas na poznanie handlowej strony miasta: to ulica świętej Katarzyny, gdzie znajdziemy nie tylko pamiątki. Oczywiście najlepiej jako suwenir przywieźć butelkę porto. Które wino wybrać dowiemy się po degustacji w winiarni Calem, jednej z kilkunastu najstarszych leżących na lewym brzegu Duero. Wieczór spędzimy na sentymentalnym fado w składzie winnym lub w czasie rozpoczynających się winnych dożynek A Vindima (opcjonalnie).

Piosenka o Porto: na lewo most, na prawo most, a dołem Douro płynie...
Beata Radecka

Uwagi: Porto jest malownicze ale zaskakująco pagórkowate. Przydają się dobre buty i trochę kondycji do pokonywania wielu schodów. Można skorzystać z wind lub kolejki górskiej (Vila Nova de Gaia) - opcjonalnie.

Dzień 7. Leniwe plażowanie i winogron deptanie

Po intensywnym tygodniu zasłużyliśmy na nieco lenistwa. Poranek to czas wolny który przeznaczymy na zakupy w jednym z targowisk tradycyjnych (np Bolhao) lub nowoczesnych (El Corte Ingles). Po południu wycieczka zabytkowym tramwajem na plaże i promenadę, choć przy slonecznej pogodzie można wybrać się tam nawet z rana. Po drodze dla chętnych zwiedzenie jednej z dwóch nowych wystaw w Porto przedstawiających wkład Portugalczyków w odkrycia geograficzne (World of Discovieries lub Casa do Infante). Wieczorem dożynki winne A Vindima w centrum Porto (opcjonalnie).

Spacer po klimatycznej starówce

Dzień 8. Powrót do złotej polskiej jesieni

Zabawa w Porto potrafi wciągnąć. Ale miejmy nadzieję, że nikt nie spoźni się na powrotny samolot do Polski.

Cena 1190 euro

Cena obejmuje

Cena 1190 euro

Cena zawiera:

  • noclegi w hotelach 3 - 4* w pokojach z łazienkami,
  • śniadania i obiadokolacje,
  • przejazdy i transfery busami lub autokarami,
  • wycieczkę po winnicy w dolinie Douro, dla chętnych deptanie winogron!
  • opiekę polskiego pilota,
  • ubezpieczenie KL i NNW.

Cena nie zawiera:

  • przelotów: możliwy jest dolot z dowolnego lotniska. Dla wszystkich chętnych kupujemy bilety lotnicze, ale jeśli ktoś woli, może kupić je też samodzielnie. Teraz bilety z Warszawy kosztują od 1100 zł.
  • kwoty przeznaczonej na realizację programu: rejsy, przejazdy pociągiem, bilety wstępu, przewodników lokalnych (190 euro, płatne po przylocie na miejsce),
  • napojów do kolacji.
  • napiwków: pilot zbiera po przylocie 60 euro/os,

Chętnych proszę o zaliczkę 2500 zł.

Nr konta: 29 1140 2004 0000 3102 3205 9779

Dopłata 45 dni przed wylotem, w euro lub w złotówkach po kursie sprzedaży Mbanku.

Serdecznie zapraszam! Beata Radecka

Powyższy program nie stanowi oferty w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego

Relacja

Smakołyki w Porto. Mostów siedem, śluzy dwie i tramwajem na koniec świata

10.07.2015

Żeby zobaczyć szczegółowy program wyjazdu na święto wina do Porto, Douro, Bragi i Santiago 13 - 20 września kliknij tutaj >>

W Porto owiewa nas słony wiatr. Wspinamy się i zbiegamy z górki na pazurki, bo to zaskakująco pagórkowate miasto. No i fantastyczne płytki azulejos wszędzie. Na fasadach domów, kościołów, krużgankach klasztorów … Kiedyś to ludzie mieli chyba więcej czasu, żeby tak pracowicie zdobić wszystko płytkami. Inna sprawa, że wilgotno – słony klimat nie jest zdrowy dla murów, a płytki je chronią. - Zobaczyłam niesamowite XVI-wieczne kafelki na domu w nieodwiedzanym przez turystów zaułku Porto – chwali się Agnieszka - zaprowadziła mnie tam przewodniczka, bo ciągle uparcie pytałam o najstarsze azulejos w mieście.

Niesamowite: XVI-wieczne kafelki na domu w nieodwiedzanym przez turystów zaułku Porto (zaprowadziła mnie tam przewodniczka, bo ciągle pytałam o najstarsze azulejos)
Agnieszka Jędrzejczyk

A prawdziwym hitem są sceny z historii odmalowane na azulejos na …. dworcu kolejowym. Gwizd lokomotyw, spieszący się podróżni, a tu biało – błękitne historie na całą ścianę.

Porto

Najbardziej podobała nam się jazda starym tramwajem w Porto wzdłuż Douro do jej ujścia, czyli od początku do końca świata. Spacer po plaży, kawa, i … całkowite zmoczenie się w falach, i to w czasie spaceru po falochronie! Nic dziwnego, fale prawie przykrywały latarnię morską.

Porto

Następnego dnia ruszamy w rejs rzeką Douro. Do słynnych winnic! Po drodze sielskie widoczki, białe domeczki tuż nad taflą wody, zielone wzgórza nad Douro… I jeszcze na statku karmią nas pysznie - znowu jedzenie! Za dobre i za dużo - staje się najbardziej charakterystycznym tekstem na naszych wycieczkach.

Duoro

Emocji dodają śluzy. Betonowa czeluść nas wsysa razem ze stateczkiem. Czujemy się, jakbyśmy wpływali do głębokiej studni. I to głębokiej na wysokość wieżowca, 35 metrów! Ale po kilku kieliszkach porto to ani ciemność, ani głębokość nam niestraszne.

Porto

Quinta, czyli posiadłość z winnicą, okazuje się genialnie położona z szerokim widokiem na okolicę. Pokoi dla turystów niewiele, styl ekskluzywno- butikowy, czyli dyskretny urok luksusu. - I co to komu przeszkadza, że taki dobry hotel? - kiwa głową Ola, stukając się pełnym kieliszkiem wyśmienitego trunku z Gosią. Nowoczesny budynek z ciemnego kamienia świetnie wpisuje się w otoczenie.

Porto

Obok nowej części jest stara, osiemnastowieczna posiadłość. Wewnątrz zabytkowe, stylowe meble, i … supernowoczesne łazienki. Pełne zagadek, jak na przykład: którą gałką pokręcić, żeby woda z prysznica nie lała sie na głowę… Idziemy zwiedzać winnicę i fabryczkę. Teraz jest pusto, ale co tu musi się dziać we wrześniu, w czasie winobrania i deptania winogron! Na pewno kiedyś przyjedziemy.

Porto

Po winno - kulinarnym szaleństwie w quincie Vallado jedziemy do Bragi. Pełne uroku miasto, a szczególnie położone malowniczo na górze sanktuarium, które zresztą tę górę ma w nazwie, Santuário do Bom Jesus do Monte znaczy dosłownie Sanktuarium Dobrego Jezusa z Góry. Najciekawsze są tam schody. Schody, schody, schody… Falujące, późnobarokowe, po prostu zachwycają. Można wzdłuż nich zjechać stareńką koleją, albo tylko wjechać do góry, jak nie starczy sił na wspinaczkę - ponoć to 116 metrów.

Mój obrazek
Porto

Skąd biorą się małże i ostrygi? W dzisiejszych czasach już nie szukają ich nurkowie, hoduje się je na specjalnych pływających platformach. Jak? Dowiemy się już w Hiszpanii, na wybrzeżu Atlantyku. Dojeżdżamy do portu w urokliwym O'Grove. Pogoda na rejs jest idealna! Czeka na nas cały piękny katamaran dla nas, i to z przeszklonymi kadłubami, żebyśmy mogli zobaczyć, jak wygląda hodowla pod wodą. Miły pan misiowatych kształtów lekko i zręcznie skacząc po ażurowej kratownicy platformy ofiarnie wyciąga różnych rozmiarów skorupiaki, żeby nam zademonstrować.

Porto

A potem… panowie zaczynają wnosić ugotowane małże i wino. Nawet ci z nas, który deklarowali swą niechęć do owoców morza dali się skusić na jedną… Potem drugą… Potem wniesiono kolejne tace… Do tego pyszne wino o brzoskwiniowym kolorze. Fanta nie cieszyła się takim powodzeniem. - Dobrze, że załoga pomogła potem wysiąść na ląd - skwitowała celnie Agnieszka.

Porto

Santiago de Compostella - od prawie tysiąca lat do grobu świętego Jakuba pielgrzymowały tłumy z całej Europy. Najlepiej oczywiście pielgrzymować pieszo, ale teraz moda zrobiła się na pielgrzymki rowerowe. Grupki rowerzystów w wieku rozmaitym i bardzo kolorowych koszulkach grupowo fotografują się przed katedrą. Katedra robi wrażenie, a największe, kiedy po wieczornej mszy uda się trafić na błogosławieństwo olbrzymim trybularzem fruwającym po transepcie. To kadzielnica, która waży ponoć z 50 kilo, i buja się z furkotem aż prawie do sklepienia. Trochę strach, bo co by się stało, jakby się nagle urwała z łańcucha?… - Czy nigdy trybularz nie spadł? - pytam czuwającego księdza. - Tak, i to wiele razy! - odpowiada z dziwnym dla mnie spokojem. Muszę patrzeć na niego chyba jak na kogoś pozbawionego piątej klepki, bo pospiesznie dodaje: - Ale nigdy nikomu nic się nie stało. Jak widać, Opatrzność czuwa … - uśmiecha się jakoś nieziemsko.

Santiago de Compostella, fruwająca pod niebiosy kadzielnia
Beata Radecka

Po mszy - na lokalne smakołyki! Polecana tawerna nie wygląda wykwintnie: niska, ciasna, drewniane stoły bez obrusa. Niektórym zrzedły miny. Ale za to jakie jedzonko! Ośmiornice po galicyjsku były hitem, przegrzebki i krewetki też, ale pulpeciki, które zamówiłam z myślą o niegustujących w "robakach" panach, też były pyszne. Właściwie to skończyliśmy na przystawkach, a i tak z pełnymi brzuszkami ledwo dowlekliśmy się do hotelu. Dobrze, że był niedaleko!

Porto

Rezerwuję…

Jeżeli chcesz wziąć udział w tej wyprawie, skontaktuj się z nami używając przycisku powyżej. Opublikowany tu program nie stanowi oferty w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego i nie jest załącznikiem do umowy zgłoszenia.

Poprzedni | Losowy | Następny


Aktualności
Po przemierzeniu szlaku whisky, kilku degustacjach, zachwyceni zamkami i widokami przyjechaliśmy ze Szkocji. Nawet pogoda nam dopisała! Czerwiec to świetny czas, bo ciemno się robi dopiero przed północą, a rododendrony kwitną jak dzikie. »
Blog 23-06-2017 Beata Radecka
6 czerwca Monika Witkowska wyruszyła na swoją kolejna wyprawę na ośmiotysięcznik. Tym razem jej celem jest Broad Peak, znajdujący się w łańcuchu Karakorum na granicy Chin i Pakistanu. »
Blog 19-06-2017 Redakcja
W czasie naszej podróży po Chinach, już ostatnim odcinkiem Jedwabnego Szlaku od Urumczi do Xian, odwiedziliśmy niezwykłe miejsca, zachwycaliśmy się wspaniałymi krajobrazami, dziełami stworzonymi przez człowieka oraz zadziwiającymi tworami natury. Wiele z nich od dawna przyciągało poszukiwaczy przygód, łowców skarbów, rabusiów dzieł sztuki, pobudzało wyobraźnię podróżników zauroczonych legendami o zaginionych miastach i dawnych kulturach. »
Blog 12-06-2017 Redakcja
Kolejna grupa Stowarzyszenia Historyków Sztuki w trasie! Kolejny etap Jedwabnego Szlaku, tym razem trasa wiedzie przez rzadko odwiedzaną część Chin - północny zachód. Pogoda piękna, temperatura 30 stopni, przepiękne widoki na ośnieżone góry. Czekamy na dalsze wieści! »
Blog 24-05-2017 Redakcja
Tym razem we Francji, w Trzech Dolinach. Śniegu pełno, jazda świetna od rana do obiadu. Wokół ogromne morze gór, widoki na Mont Blanc, Matterhorn, i setki innych szczytów. I jeszcze grzane wino na leżaczku - żyć, nie umierać! »
Blog 10-04-2017 Beata Radecka
Tradycja? Święconka? Oczywiście w nas też wyspa! Jedno z najczęstszych podróżniczych marzeń. Niełatwych, bo daleko i drogo... Na szczęście miałam okazję być na niej wiele razy. I przy Wielkanocy życzę, żebyście mogli ją zobaczyć. A jak to na razie za trudne zadanie, to jej klimat odnaleźć w sobie... »
Blog 09-04-2017 Beata Radecka