Szczyt G20 w Buenos Aires – puste ulice i bliskie spotkania

02.12.2018 Beata Radecka

W słynnej secesyjnej Cafe Tortoni, kawiarni literackiej, w której bywał i nasz Gombrowicz, chcieliśmy coś zjeść. Kolejka była spora jak zwykle, ale warto poczekać – atmosfera jest świetna, na ścianach stare fotografie, a w gablotkach książki pisarzy, którzy tam gościli. Już kończyliśmy nasze kawy, soki i sałatki, kiedy w stylowym wnętrzu zaroiło się od panów w dobrze skrojonych garniturach, z charakterystycznymi sprężynkami cienkich kabelków za uszami. Dyskretnie, lecz profesjonalnie badali wnętrze, kryjąc się nieco za marmurowymi kolumnami. Okazało się, że na kawę wpadł premier Włoch. Kiedy wychodziliśmy, przechadzał się dostojnie i podziwiał wnętrze. Na dłużej zatrzymał się nad pozostałymi po nas okruszkami, bo parę osób chciało zrobić sobie z nim pamiątkową fotkę. Skorzystałam z okazji, bo stałam obok. A potem poszliśmy na Plac Majowy. Tam sfotografowałam się z bezdomnym, które sprzedawał wydawane przez ich organizację gazetki…

Obrazek niżej podpisany
Beata Radecka
Spotkanie z premierem Włoch w Cafe Tortoni, Buenos Aires, Argentyna
Stylowa Cafe Tortoni, Buenos Aires, ArgentynaUwielbiam styl Cafe Tortoni! Nawet w sandałach... Buenos Aires, ArgentynaPremier Włoch przy naszym stoliku - właśnie wstaliśmy po lunchu...Delegacje rządów różnych w czasie G 20 kręcą się po całym Buenos, trudno ich nie spotkać...Obstawa przed Cafe Tortoni, z której wychodzi premier Włoch. Buenos Aires w czasie szczytu G 20

W Buenos Aires wylądowaliśmy prosto na szczyt G20, czyli spotkanie przywódców najbogatszych państw świata. Parę godzin po naszym przylocie na leżące w centrum miasta lotnisko Aeroparque zamknięto je, bo zaczęły zlatywać się delegacje z całego świata. Na szczęście czekał na nas bus, bo za parę godzin na spóźniony samolot prezydenta Macrona nikt specjalnie nie oczekiwał – tyle tych prezydentów ściągnęło do stolicy Argentyny, że chyba władzom nie chciało się zarywać nocy, żeby wyglądać na Francuza… Przynajmniej tak donosiła argentyńska telewizja. Baliśmy się utrudnień w ruchu, ale okazało się, że Buenos jest puste jak nigdy. Kto tylko mógł, dał nogę z miasta, korzystając z dnia wolnego sprezentowanego przez władze. Tylko delegacje rządowe przemykały tu i ówdzie, ale na szczęście szybko.

Corrientes - aleja która nigdy nie śpi! Pierwszy raz w życiu widzę ja pustą. Buenos Aires, Argentyna
Beata Radecka

Nie mogliśmy dojechać do Placu Majowego, gdzie jest Casa Rosada, czyli pałac prezydencki (ten, z którego balkonu żegnała się z ukochanym ludem Evita). Ale bez problemu weszliśmy na plac na piechotę! Akurat, żeby obejrzeć happeningi antyglobalistów. Bardzo profesjonalnie przygotowane mini- spektakle, byli poprzebierani, pomalowani, ruch sceniczny wyćwiczony, a przygrywała na żywo całkiem spora orkiestra, ze skrzypcami i wiolonczelą.

Happening - protest przeciwko G 20 na Placu Majowym, Buenos Aires, Argentyna
Beata Radecka
Happening - protest przeciwko G 20, Buenos Aires, Argentyna
Beata Radecka

Potem wychodząc z katedry, zderzyliśmy się z ochroniarzami pierwszej damy Korei, która akurat tam zmierzała.Poza delegacjami było naprawdę pusto!

Na Placu Majowym przed Casa Rosada z sprzedawcą gazetki bezdomnych
Beata Radecka