Najlepsze wyjazdy taneczne! Salsa na Kubie 27 listopada - 10 grudnia, Sylwester w Kolumbii i słynny festiwal w Cali oraz bachata na Dominikanie 6 - 18 lutego 2020! »

Smakołyki w Porto. Mostów siedem, śluzy dwie i tramwajem na koniec świata

20.10.2018 Beata Radecka

Porto – sama nazwa brzmi już smacznie. Pojechaliśmy tam do źródeł pysznego trunku! - Jak dajesz radę utrzymać linię na takich wycieczkach? Tyle pyszności codziennie… - w głosie Oli miesza się podejrzliwość i niedowierzanie. Rzeczywiście, nie mogliśmy sobie odmówić degustacji świeżutkich ryb, krewetek, wieprzowych policzków ( do tej pory na samą myśl cieknie ślinka!), czy ośmiornicy po galicyjsku.

Obrazek niżej podpisany
Beata Radecka
Piosenka o Porto: na lewo most, na prawo most, a dołem Douro płynie...
Most na Douro w Porto w pierwsze, słoneczne popołudnie (jeszcze wtedy nie wiedziałam, ile tych mostów jest i jakie są różne)PortoPortoPortoPortoPortoPorto - nasza Przewodniczka fotografująca grupęSpacer po klimatycznej starówce PortoPortoMój obrazekRejs z O'Grove do hodowli małż i ostryg. Okazał się nadzwyczaj smaczny!Porto Widok na Porto o świcie z okna hotelu w dzień wyjazduPorto

Żeby zobaczyć szczegółowy program wyjazdu na święto wina do Porto, Douro, Bragi i Santiago 13 - 20 września kliknij tutaj >>

W Porto owiewa nas słony wiatr. Wspinamy się i zbiegamy z górki na pazurki, bo to zaskakująco pagórkowate miasto. No i fantastyczne płytki azulejos wszędzie. Na fasadach domów, kościołów, krużgankach klasztorów … Kiedyś to ludzie mieli chyba więcej czasu, żeby tak pracowicie zdobić wszystko płytkami. Inna sprawa, że wilgotno – słony klimat nie jest zdrowy dla murów, a płytki je chronią. - Zobaczyłam niesamowite XVI-wieczne kafelki na domu w nieodwiedzanym przez turystów zaułku Porto – chwali się Agnieszka - zaprowadziła mnie tam przewodniczka, bo ciągle uparcie pytałam o najstarsze azulejos w mieście.

Niesamowite: XVI-wieczne kafelki na domu w nieodwiedzanym przez turystów zaułku Porto (zaprowadziła mnie tam przewodniczka, bo ciągle pytałam o najstarsze azulejos)
Agnieszka Jędrzejczyk

A prawdziwym hitem są sceny z historii odmalowane na azulejos na …. dworcu kolejowym. Gwizd lokomotyw, spieszący się podróżni, a tu biało – błękitne historie na całą ścianę.

Porto

Najbardziej podobała nam się jazda starym tramwajem w Porto wzdłuż Douro do jej ujścia, czyli od początku do końca świata. Spacer po plaży, kawa, i … całkowite zmoczenie się w falach, i to w czasie spaceru po falochronie! Nic dziwnego, fale prawie przykrywały latarnię morską.

Porto

Następnego dnia ruszamy w rejs rzeką Douro. Do słynnych winnic! Po drodze sielskie widoczki, białe domeczki tuż nad taflą wody, zielone wzgórza nad Douro… I jeszcze na statku karmią nas pysznie - znowu jedzenie! Za dobre i za dużo - staje się najbardziej charakterystycznym tekstem na naszych wycieczkach.

Duoro

Emocji dodają śluzy. Betonowa czeluść nas wsysa razem ze stateczkiem. Czujemy się, jakbyśmy wpływali do głębokiej studni. I to głębokiej na wysokość wieżowca, 35 metrów! Ale po kilku kieliszkach porto to ani ciemność, ani głębokość nam niestraszne.

Porto

Quinta, czyli posiadłość z winnicą, okazuje się genialnie położona z szerokim widokiem na okolicę. Pokoi dla turystów niewiele, styl ekskluzywno- butikowy, czyli dyskretny urok luksusu. - I co to komu przeszkadza, że taki dobry hotel? - kiwa głową Ola, stukając się pełnym kieliszkiem wyśmienitego trunku z Gosią. Nowoczesny budynek z ciemnego kamienia świetnie wpisuje się w otoczenie.

Porto

Obok nowej części jest stara, osiemnastowieczna posiadłość. Wewnątrz zabytkowe, stylowe meble, i … supernowoczesne łazienki. Pełne zagadek, jak na przykład: którą gałką pokręcić, żeby woda z prysznica nie lała sie na głowę… Idziemy zwiedzać winnicę i fabryczkę. Teraz jest pusto, ale co tu musi się dziać we wrześniu, w czasie winobrania i deptania winogron! Na pewno kiedyś przyjedziemy.

Porto

Po winno - kulinarnym szaleństwie w quincie Vallado jedziemy do Bragi. Pełne uroku miasto, a szczególnie położone malowniczo na górze sanktuarium, które zresztą tę górę ma w nazwie, Santuário do Bom Jesus do Monte znaczy dosłownie Sanktuarium Dobrego Jezusa z Góry. Najciekawsze są tam schody. Schody, schody, schody… Falujące, późnobarokowe, po prostu zachwycają. Można wzdłuż nich zjechać stareńką koleją, albo tylko wjechać do góry, jak nie starczy sił na wspinaczkę - ponoć to 116 metrów.

Mój obrazek
Porto

Skąd biorą się małże i ostrygi? W dzisiejszych czasach już nie szukają ich nurkowie, hoduje się je na specjalnych pływających platformach. Jak? Dowiemy się już w Hiszpanii, na wybrzeżu Atlantyku. Dojeżdżamy do portu w urokliwym O'Grove. Pogoda na rejs jest idealna! Czeka na nas cały piękny katamaran dla nas, i to z przeszklonymi kadłubami, żebyśmy mogli zobaczyć, jak wygląda hodowla pod wodą. Miły pan misiowatych kształtów lekko i zręcznie skacząc po ażurowej kratownicy platformy ofiarnie wyciąga różnych rozmiarów skorupiaki, żeby nam zademonstrować.

Porto

A potem… panowie zaczynają wnosić ugotowane małże i wino. Nawet ci z nas, który deklarowali swą niechęć do owoców morza dali się skusić na jedną… Potem drugą… Potem wniesiono kolejne tace… Do tego pyszne wino o brzoskwiniowym kolorze. Fanta nie cieszyła się takim powodzeniem. - Dobrze, że załoga pomogła potem wysiąść na ląd - skwitowała celnie Agnieszka.

Porto

Santiago de Compostella - od prawie tysiąca lat do grobu świętego Jakuba pielgrzymowały tłumy z całej Europy. Najlepiej oczywiście pielgrzymować pieszo, ale teraz moda zrobiła się na pielgrzymki rowerowe. Grupki rowerzystów w wieku rozmaitym i bardzo kolorowych koszulkach grupowo fotografują się przed katedrą. Katedra robi wrażenie, a największe, kiedy po wieczornej mszy uda się trafić na błogosławieństwo olbrzymim trybularzem fruwającym po transepcie. To kadzielnica, która waży ponoć z 50 kilo, i buja się z furkotem aż prawie do sklepienia. Trochę strach, bo co by się stało, jakby się nagle urwała z łańcucha?… - Czy nigdy trybularz nie spadł? - pytam czuwającego księdza. - Tak, i to wiele razy! - odpowiada z dziwnym dla mnie spokojem. Muszę patrzeć na niego chyba jak na kogoś pozbawionego piątej klepki, bo pospiesznie dodaje: - Ale nigdy nikomu nic się nie stało. Jak widać, Opatrzność czuwa … - uśmiecha się jakoś nieziemsko.

Santiago de Compostella, fruwająca pod niebiosy kadzielnia
Beata Radecka

Po mszy - na lokalne smakołyki! Polecana tawerna nie wygląda wykwintnie: niska, ciasna, drewniane stoły bez obrusa. Niektórym zrzedły miny. Ale za to jakie jedzonko! Ośmiornice po galicyjsku były hitem, przegrzebki i krewetki też, ale pulpeciki, które zamówiłam z myślą o niegustujących w "robakach" panach, też były pyszne. Właściwie to skończyliśmy na przystawkach, a i tak z pełnymi brzuszkami ledwo dowlekliśmy się do hotelu. Dobrze, że był niedaleko!

Porto