5 rzeczy, o których musimy pamiętać wyjeżdżając za granicę

01.05.2018 Beata Radecka

Czego zapomnieliście, jadąc na wakacje? Lakieru do paznokci, nożyczek, wacików?... Najważniejsze, żebyście zabrali dobry humor, ciekawość świata i ludzi, a oprócz tego:

Obrazek niżej podpisany
Beata Radecka
Koniecznie zabierz dobry humor, otwartość i ciekawość świata!

- paszport (lub dowód osobisty, jeśli jedziecie do krajów UE) – czy jest ważny wystarczająco długo? Zależnie od kraju to 3 lub 6 miesięcy. Napatrzyłam się na dantejskie sceny na lotnisku, kiedy okazywało się, że ważność paszportu dziecka skończyła się właśnie wczoraj – rozpacz, łzy i zgrzytanie zębów! Zostawić dziecko?… Z kim? A samolot odlatuje za godzinę! Nie wspomnę o moich faworytach gatunku, których widziałam w akcji na Okęciu. Młodzi rodzice nie pomyśleli, że niemowlakowi muszą wyrobić jakikolwiek dokument. Skoro nie potrzebuje osobnego miejsca w samolocie i łóżka w hotelu, to uznali, że wezmą go po prostu jak bagaż podręczny! Paszport czy dowód mogą nam ukraść. I co wtedy? Dożo łatwiej jest, kiedy mamy kopie wszystkich dokumentów, biletów lotniczych, voucherów i potwierdzeń rezerwacji. Osobiście wrzucam wszystko na pendriva, albo lepiej dwa, z których jeden mam w walizce, a drugi w bagażu podręcznym. Można też wysłać sobie mailem lub wrzucić na chmurę.

- bilety lotnicze, kolejowe, potwierdzenia rezerwacji – podobnie jak skan paszportu, mam wydrukowany, a poza tym w mailu i na pendrivie. Zdarzyło mi się szukać drukarki na lotnisku w Bombaju, bo tam sprawdzają bilety żeby w ogóle wpuścić nas na teren lotniska, a klientka akurat gdzieś zapodziała. I cóż z tego, że bilet elektroniczny? Bez wydruku nie dojdziemy do odprawy!

- pieniądze – najczęściej używamy teraz kart płatniczych, ale warto sprawdzić, ile na przykład kosztuje wypłata gotówki za granicą. W Czarnogórze wypłaciłam z karty kredytowej a nie debetowej i ta pomyłka słono mnie kosztowała! Dużym ułatwieniem są karty wielowalutowe umożliwiające płacenie na całym świecie bez ponoszenia kosztów przewalutowania (waluty wymieniane są po kursach międzybankowych). Ale uwaga – wypłaty z bankomatów mogą być obłożone gigantycznymi, nawet ponad 100 procentowymi prowizjami! Zapiszmy telefony do banków w telefonie i w mailu – żeby móc błyskawicznie zastrzec karty, jeśli gdzieś nam je ukradną. Weźmy zawsze też trochę gotówki, jak nie w lokalnej walucie, to chociaż euro czy dolarów, i to najlepiej w banknotach po 5, 10 czy 20. Czasem nagle okazuje się, że karty nie działają (a czasem zdarzają się awarie, i to, że bank zrekompensuje później, to małe pocieszenie). Wtedy łatwiej będzie wymienić walutę lub przekonać sprzedawcę, żeby jednak przyjął dolary za arbuza, wisiorek, czy przejazd autostradą lub promem niż obejść się smakiem albo co gorsza utknąć między duńskimi mostami.

- ubezpieczenie kosztów leczenia i następstw nieszczęśliwych wypadków– złamana noga, wyrostek robaczkowy, pogryzienie przez małpę, a choćby zapalenie ucha – skutecznie potrafią popsuć wakacje. Szczególnie kiedy musimy leczyć się za granicą: za kurację trzeba płacić. I to czasem słono – zwykła wizyta może kosztować równowartość i 100 euro, a koszt leczenia szpitalnego to dziesiątki tysięcy euro. Ubezpieczenie kosztuje nas parę złotych dziennie, nie warto więc oszczędzać. Nie zapomnijmy wziąć ze sobą polisy, warunków ubezpieczeń i telefonów do ubezpieczyciela. Nośmy je cały czas przy sobie, najlepiej w portfelu. Przydadzą się w razie wypadku albo poważniejszej choroby. Wtedy szpital załatwia formalności i rozlicza się bezgotówkowo. Jak zachorujemy i wezwiemy lekarza, musimy zapłacić gotówką i koniecznie wziąć od niego rachunek z imieniem i nazwiskiem chorego i diagnozę - pieniądze zostaną nam zwrócone po powrocie. Nie zapominajmy o imiennych rachunkach za lekarstwa! Sama leczyłam się i w Indiach, i we Włoszech, i na Kubie, i nigdy nie miałam problemów z odzyskaniem pieniędzy. Jadąc do krajów Unii Europejskiej, warto zaopatrzyć się w wydawaną bezpłatnie przez NFZ kartę EKUZ. Można ją zamówić mailem, albo pójść do oddziału i wyrobić na miejscu. Wtedy lecząc się w krajach UE w tzw. państwowej służbie zdrowia płacimy tak jak obywatele tego kraju. Jeśli płacą za pierwszą wizytę w roku – my też będziemy musieli tak zapłacić. Moim zdaniem najlepiej mieć ze sobą i polisę, i kartę NFZ. Na Słowacji dumna wręczyłam polisę, a lekarka w szpitalu pokręciła głową: nie macie unijnej kartki? Byście nie musieli nic płacić…

- adaptery – sprawdźmy, jakie gniazdka elektryczne są w kraju do którego jedziemy. W Europie nie ma generalnie problemów z ładowarkami, ale jeśli bierzemy suszarkę do włosów czy żelazka, to mogą mieć za grube bolce do włoskich czy francuskich gniazdek. Wielka Brytania jest wierna swoim trójbolcowym wtyczkom, na Sri Lance potrzebny jest adapter z uziemieniem, w Ameryce wtyczki z cienkimi blaszkami… Taniej kupić adapter w sklepie elektrycznym przed wyjazdem, niż na lotnisku. A najgorzej szukać dopiero nocą po przylocie, kiedy nasza komórka pokazuje 1%, a bliscy z utęsknieniem czekają na wiadomość, że szczęśliwie dotarliśmy.

Mam nadzieję, że wspomnicie te rady przed, a nie poniewczasie. Życzymy wspaniałych wakacji!

Beata Radecka z zespołem