Wszyscy nasi podróżnicy już wrócili! Koniec naszej akcji Bezpieczny Powrót. Dzięki że pytacie co u nas! Pracujemy pełną parą, ale z domów! Uprzejmie prosimy dzwonić na numer komórkowy 533 105 206. Czekamy na Wasze maile i telefony, a jeśli chcielibyście się spotkać, bardzo prosimy o informację z wyprzedzeniem - dostosujemy się do Waszych potrzeb. »

Nasi podróżnicy już wrócili z wszystkich wypraw

15.03.2020 Beata Radecka

Uff, to był gorący i pracowity czas! Ostatnia ekipa z uczestników naszych wypraw wylądowała szczęśliwie. Wylądowali w Niemczech. Część w Berlinie, inni w Monachium. Lecieli z Kuby przez Moskwę . Choć mieli wracać przez Kanadę... Jadą już do swoich domów! Ale jestem szczęśliwa. To były pełne napięcia dni. Szukania połączeń i biletów, kiedy ceny i dostępność skakały z minuty na minutę. Bardzo trudnych decyzji. Czułam się często jak kapitan jachtu - po prostu musiałam szybko podejmować DECYZJE za ludzi.

Obrazek niżej podpisany
Lazaro, nasz kubański kierowca
Hawanie w naszym domu, czyli casa particular.

U nas sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Wszyscy wrócili przed niedzielą oprócz ośmiu osób które miały być na Kubie do 31 marca. Zwiedzanie i rejs. Postanowili, że wracają jak najszybciej. Kupowali sami bilety, więc nie mogliśmy ich przebukować. System Air Canada zawiesił się. Na ich infolinię nie można się było dodzwonić. Byliśmy w ciągłym kontakcie przez Lazaro, naszego kubańskiego kierowcę, i Arnoldo, przewodnika. Jak dobrze że mają już tam internet w komórkach! Dzwoniłam więc do nich na messengera kierowcy. W piątek prosili, żeby kupić im po prostu przelot na powrót. Poszukiwanie. Decyzja - wolą wracać przez Madryt czy przez Moskwę? Jednogłośnie wołają przez komórkę, że przez Moskwę. Dobrze. Nasi kasjerzy zakładają rezerwację, grupa jedzie na przejażdżkę konną i zwiedzać jaskinie w Vinales. I dobrze, sama ich zachęciłam!

Mamy wspaniały plan: śpią w Vinales, w sobotę rano po śniadaniu ruszają do Hawany. Tam w naszym domu będą już czekać bilety, przepakują się (bo część rzeczy mają w Hawanie) i w południe jadą na lotnisko.

Wszystko pięknie wyglądało do piątkowego wieczoru, kiedy premier ogłosił zamknięcie granic i wstrzymanie wszelakiego ruchu lotniczego od północy z soboty na niedzielę. A nasi zmienili mieli lądować w Warszawie w niedzielę w południe!

Jesteśmy w kontakcie. Z Moskwy jakoś wrócą lądem. Myślimy, główkujemy, kombinujemy. Ale kontaktuje się ze mną czujna Pani Ambasador Polski na Kubie. Uczula, że w tej sytuacji lot do Polski jest anulowany, więc już w Hawanie nie odprawią ich, bo nie mają wizy rosyjskiej. Już wiem, że trzeba zmienić bilety.

Dochodzi 1 w nocy. Szybkie smsy. Może na Ukrainę? Ale też już zamknięta! Jak z Białorusią? Szukamy rozwiązań. Rozmawiam jeszcze z Piotrem Szcześniakiem, szefem Profitravel, czyli naszych kasjerów lotniczych. Tak, dobrze widzicie, to jest reklama firmy z którą współpracujemy od lat!

W piżamie siadam do zmian rezerwacji. Na telefonie z Magdą z Profitravel. Sprawdzamy Berlin - najbliżej! Mamy akcept, Magda zaczyna zmieniać. Jeden bilet, drugi, trzeci… I dzwoni do mnie, że ceny z każdą minutą dramatycznie szybują w górę! Trzy mamy zmienione na Berlin, szukamy więc dokąd można wysłać resztę. Jest Monachium! Cena względnie przystępna. Nie ma czasu na konsultacje. Sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie, z minuty na minutę. Klepiemy Monachium! Już na spokojnie wysyłam bilety. Nie tylko do turystów, ale też do Mairelys w Hawanie, żeby je wydrukowała. Na Kubie nic nie jest proste - ma je na mailu, ale musi pójść i wydrukować.

Nie chcę budzić naszych kubańskich podróżników. Ślę smsa o zmianach dopiero wczesnym rankiem ich czasu. I tak już nic nie zmienimy.

Nagrywam się też na komórce kierowcy. Zdaję sobie sprawę, że nie będą mieć czasu na obiad. A w Hawanie na lotnisku z gastronomią raczej słabo. Jak wylecą o 15.35, to w samolocie dostaną posiłek przed 17. - Wolą obiad czy kanapki? - pytam przewodnika. - Kanapki, żeby szybciej wyjechać. Ustalam z Mairelys: kanapki, owoce, świeży sok. Jak będą chcieli, to pożegnalne mojito lub Cuba Libre. Docierają do domu przez 11. Przepakowanie - dostaję zdjęcie od kierowcy. Na lotnisko. Kolejne zdjęcie. Tam sporo ludzi - wszyscy próbują się przemieścić.

Czekam z napięciem. Brak wiadomości to dobra wiadomość. Znaczy wylecieli. Dzwonię więc dopiero kiedy mieli wylądować. I są! Obie dzielne części ekipy zmęczone, ale szczęśliwe. To i ja oddycham z ulgą…

Cieszę się, że się wszystko dobrze skończyło!