Relacja z lipca: Gruzja, Armenia, Hel i Mazury

30.07.2013 Beata Radecka

Lipiec jeszcze się nie skończył, a uświadamiam sobie, że był pełen wrażeń. Objechaliśmy prawie całą górzystą Gruzję, od ośnieżonego szczytu Kazbegi po promenadę i kamienistą plażę Batumi. Armenia zaskoczyła mnogością urokliwych, zabytkowych kościołów (w końcu to najstarszy chrześcijański kraj świata!), względną schludnością i eleganckimi parkami Erewania. Przepiękny pokaz tańczących fontann trwał dwie godziny, i moim zdaniem był lepszy niż w Barcelonie czy w Dubaju.

Obrazek niżej podpisany
Armenia
ArmeniaArmeniaPuszczamy gołębie koło klasztoru Chor Virap, a w głębi Ararat.  ArmeniaPrzyjazne spotkanie z ormiańskimi dziewczynami, ArmeniaZachód słońca nad jeziorem Sevan, Armenia ArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaUśmiech, życzliwość, i ... rekordowe wąsy! ArmeniaArmeniaHellenistyczna świątynia słońca boga Mitry, garni, ArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaArmeniaArmenia

Potem korzystaliśmy z silnych wiatrów, i przez parę dni pływaliśmy na Helu na windsurfingu. Co prawda już pierwszego dnia maszt mnie zaatakował rozcinając głowę, ale dzięki temu mam modną fryzurkę, częściowo podgoloną, teraz odrasta jeżyk... Z Helu na Mazury, nawigacja poprowadziła mnie wąskimi, flankowanymi starymi drzewami, ale za to nowo wyasfaltowanymi drogami przez wzgórza morenowe wzdłuż granicy z Rosją. Ślicznie! Po wzgórkach jak po falach, a żeby się minąć z kimś z naprzeciwka, trzeba było stawać. Na obiad stanęliśmy w Bartoszycach - nie wiedziałam, że to takie sympatyczne miasteczko!

Na Mazurach całkiem nieźle wiało - i to tak, że jednego dnia dwukrotnie, ale bezskutecznie próbowaliśmy wyjść na zrefowanej genui z Okartowa: na Śniardwach wiało 7 Beauforta, i to w przesmyku! Przeszliśmy się aż do stacji ratownictwa w Okartowie (panowie płynęli do nas, póki nie zawróciliśmy), pogadaliśmy, i z powrotem torami do portu. Dlaczego torami? Najbliżej, a tory zarastają piękne polne kwiatki. Pociągi nie jeżdżą od pięciu lat, jak mówił pan ratownik, czasem tylko przejedzie wojsko.

Wiatry w następnych dniach zelżały, nawet bardzo, i tylko dzięki 45 metrowemu spinakerowi przemierzaliśmy Kisajno, a potem Jagodne.

Teraz jestem już z powrotem, pracuje dzielnie. Sporo osób pyta o last minute (w tym roku żadnych rewelacji nie ma), oraz przygotowuję wyjazdy na jesień i zimę.